Rodzina?


Ostatnio, gdy odwiedził mnie mój wujek było mi bardzo przykro. Moja rodzina jest lekko stuknięta a on zawsze gdy jeździ rowerem to śpiewa, tak ma też moja ciocia i miała moja mama. Zupełnie nie przejmują się tym, że słyszą ich inne osoby i mogą pomyśleć, że są stuknięci. Nie przeszkadzało im to..

Moja chrzestna jest idealnym przykładem na to jak mieć "wylane" na drugą osobę. Ostatni raz rozmawiałam z nią tak normalnie pewnie z parę lat temu. Nawet, gdy przyjeżdża w odwiedziny do swojego brata to się nie odzywa i nie proponuje spotkania. Najbardziej boli mnie fakt, że ona wygląda dosłownie jak moja mama.

Ja nigdy nie wymagałam od niej dużo, po prostu brakowało mi rozmowy z dorosłą kobietą, która potrafi doradzić czy po prostu przytuli. Po śmieci mojej mamy, moja rodzina przez rok starała się, dzwoniła, a czasami przyjeżdżała w odwiedziny. Gdy zmarł mój tata chyba pomyśleli, że do śmieci jesteśmy przyzwyczajeni więc ich nie potrzebujemy.

Pewnie dla większości z was będzie to nie do pomyślenia, ale rodzina nie jest dla mnie najważniejsza. Zrozumiałam to już parę lat temu. Łatwo powiedzieć komuś "ale przecież jesteśmy rodziną", ale co to właściwie znaczy?

Dla mnie rodzina powinna być przy nas zawsze. Bez względu na to czy jest dobrze czy źle. Nie powinna przypominać sobie o nas, gdy czegoś chcą. Moja jedna ciocia ma charakter, którego ja osobiście zaakceptować nie mogę. Nie lubię osób wścibskich, które myślą, że wszystko wiedzą najlepiej i, że mogą kontrolować cudzym życiem.

To właśnie ta cała rodzina wbija mi co jakiś czas szpilki prosto w serce. A to, gdy moja kuzynka powie mi prosto w oczy, że jestem gruba. A pewnego razu moja ciocia powiedziała, że nie powinnam mieć takiego chłopaka bo "on jest bogaty a ty biedna" (głupie myślenie ludzi, gdy kogoś nie znają). Moja kuzynka potrafiła w autobusie obrażać mnie tylko dlatego, że byłam bardziej zaradna od niej. Chodząc do pracy w wieku 16 lat odkładałam pieniądze, żeby kupić coś lepszego i nie mieć wszystkich ciuchów po kimś. 

Najbardziej chyba śmieszy mnie ich mina , gdy mówię, że nie jestem gotowa na ślub i dziecko. Przecież nie każdy musi być. Moja kuzynka, która ma dziecko i przy tym dużo długów, za każdym razem wmawia mi, że posiadanie dziecka jest cudowne. Okej, może i jest, ale nie będę mieć dziecka bo chcą tego inni. Chcę żeby moje dziecko miało normalny dom, zadowolonych rodziców, oraz, żebym nie musiała martwić się czy starczy mi na pieluchy.

Nigdy nie zapomnę, gdy pewnego raz zadzwoniła do mnie ciocia, żebym przyjechała do nich na noc. Jej córka mnie lubiła, więc powiedziała mi, że dostała wszy a jej mama chcę sprawdzić czy dostała je ode mnie. Zdenerwowałam się, ale poszłam, żeby jej coś udowodnić. Scena jak z filmu: ciocia zaczyna czesać i sprawdzać włosy kuzynce a po chwili mówi, że mi też może poczesać włosy. Przy okazji oczywiście będzie sprawdzać czy nie mam robaczków. Jej mina była dość smutna, gdy okazało się, że mam czystą głowę.
To był ostatni raz, gdy u nich nocowałam.

Moja rodzina jest też świetna jeśli chodzi o komentowanie czyjegoś domu. Często miałam bałagan w domu i się do tego przyznaję. Kto w wieku 13 lat myśli o sprzątaniu?
Nigdy nie zapomnę jak ciocię komentowały, że : czemu Ty Kinga nie sprzątasz, czemu Ty Kinga nie robisz prania ...
Mojemu bratu nigdy nic nie mówiły : "bo przecież to chłopak, a to dziewczyna powinna sprzątać". Co za głupie myślenie ludzi. Mężczyzna też może posprzątać, zrobić pranie czy umyć podłogi.

Kiedyś bardzo bolało mnie to, że mogę liczyć na obcych ludzi, ale nie na swoją rodzinę. Ale po tylu latach przebywania w niej zrozumiałam, że to nic nie da. Po prostu tak będzie wyglądać moje życie. Nauczyłam się żyć bez rodziców i bez rodziny.

Gdy ktoś mnie kiedyś zapyta: co jest w życiu najważniejsze?
to bez wątpienia powiem, że przyjaciele.



No comments