Podróże z głową


Gdy byłam dość młoda jakoś nigdy nie sądziłam, że polubię tak bardzo podróżowanie.
Mój pierwszy wyjazd zagraniczny był do Szwajcarii do znajomych mojego byłego chłopaka.
Nie wspominam tego tak jak sobie to wymarzyłam, gościnności u nich praktycznie nie było, chowali przed Nami telewizory (tam też chodzą plotki, że Polacy to złodzieje ? ;)) to nasz sylwester nie należał do tych, które świętujesz z wielkim hukiem.

Uważam, że ja i on zostaliśmy wychowani tak, żeby nikogo samego nie zostawiać. Zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Francji, gdzie byśmy się pobawili na rzecz tego, aby pani domu nie została sama. Skończyło się to tym, że ona o 23 położyła się do łóżka a my w pokoju zostaliśmy z ich znajomym, który nie rozumiał nic po Angielsku i siedział zapatrzony w jeden punkt.

O północy wyszliśmy zobaczyć fajerwerki i porozmawiać o tym jak postąpiliśmy. Powiedziałam, wtedy okropną rzecz i skomentowałam ,że to mój najgorszy sylwester. A tak naprawdę był on najlepszym sylwestrem jaki wspominam. Spędzałam go z Nim, z osobą, która zrezygnowała z imprezy ze znajomymi, picia i tańczenia dla mnie.

Kolejnym moim wyjazdem był wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Jak studiujecie to na pewno znacie organizację, dzięki którym możesz tam wyjechać i w zamian pracować w ośrodkach kolonijnych. Tak naprawdę nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy. Nigdy nie leciałam samolotem, byłam przerażona rozmową tylko po angielsku i tym, że będę zdana tylko na siebie. Przecież nikt nie wsiądzie do auta i po mnie nie przyjedzie, gdy będzie się coś działo.

Gdy trafiłam na mój pierwszy camp byłam zniesmaczona tym jak to wygląda. Pracowałam od 7 do 21 z małymi przerwami w ciągu dnia. Internet był  dostępny w dwóch komputerach 10 minut drogi od mojej chatki, w której spałam. Chodzenie wieczorami było straszne bo nie raz było słychać kojoty czy inne zwierzęta, których osobiście spotkać bym nie chciała.

Poznałam tam osoby z którymi kontaktu nie chciałam utrzymywać, ale też taką z którą piszę do tej pory chociaż minął rok. Dziękuje Bogu za to, że poznałam Magdę akurat tam. Była jedyną osobą, która nie oceniała, która miała podobny charakter jak ja i która, także nie lubiła naszych współlokatorek.

Osoby z Meksyku (nie mówię, że wszystkie) są strasznie bezlitosne, potrafią z uśmiechem na twarzy powiedzieć Ci, że brzydko wyglądasz, albo masz dziwną twarz. Nie wiem czy to zależy od ich kultury, czy od wychowania, ale nie wspominam "ich znajomości" dobrze.

Po upływie campu wyjechałam w podróż po USA, która trwała dwa tygodnie. Wraz z osobami, które poznałam na facebooku wynajęliśmy samochód (jak się okazało mieszkają miasto obok mnie), to była chyba najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłam. Spałam pod namiotem, gdzie była tabliczka "uwaga niedźwiedzie", brałam prysznic na czas, wraz z koleżankami, jadłam okropne jedzenie i wygrałam 3 dolary w kasynie.

Po powrocie byłam tak naładowana pozytywną energią, że zapomniałam o campie. Zapomniałam o tym ile mnie kosztował nerwów, ile nocy przepłakałam i jak często miałam ochotę wyzwać naszą dyrektorkę. Ona była tak nienormalna, że podczas naszej przerwy kazała nam chodzić i sprzątać domki, chociaż pracowaliśmy na kuchni.
Mam nadzieje, że kiedyś organizacja się ogarnie i nie będzie polecać tego campu!

Po dwóch tygodniach od  powrotu wyjechałam, wraz z przyjaciółką do Grecji. Podobało mi się tam, mimo tego, że jedzenie mieli okropne a pokoje zostawiały wiele do życzenia. Cieszyłam się, że nie boję się już latać i, że przedłużam swoje wakacje (opuściłam 3 pierwsze dni na studiach).

Mijały miesiące a ja nadal zastanawiałam się dlaczego ludzie tak bardzo lubią campy. Przecież ja trafiłam na koszmarny i nie wiedziałam jak mogą wyglądać one inaczej. Moja koleżanka powiedziała pewnego dnia do mnie, żebyśmy pojechały razem. Bez większego zastanowienia się zgodziłam, pomyślałam, że nawet jak trafię na słaby camp będę miała ją, więc będzie mi lżej.

Gdy w czerwcu dotarliśmy w nowe miejsce byłam w szoku. Camp 3 razy większy, niż mój poprzedni. Ludzie z Tobą rozmawiają, uśmiechają się i troszczą się o siebie. Nie sądziłam, że może to właśnie tak wyglądać.
Poznałam tam cudownych ludzi, z którymi grałam w uno, śpiewałam i tańczyłam. Przez pierwszy miesiąc nie patrzyłam na telefon, bo potrzebowałam odpoczynku od świata zewnętrznego.

Jeśli nigdy nie byliście na takim ośrodku to nie macie pojęcia o czym mówię, ale uwierzcie. W takim miejscu nie myślicie o problemach, uwalniacie się od telefonu i liczy się tylko tu i teraz. Czasami żałuje, że nie mamy w głowię takiej opcji "nie myśl o problemach", klikasz i jesteś wolnym i szczęśliwym człowiekiem.

Kiedyś rozmawianie z osobami z zagranicy sprawiało mi duży problem. Bałam się, że ktoś zacznie mnie poprawiać a co najgorsze, że ta osoba mnie nie zrozumie. Chyba, gdy wyjeżdża się drugi raz to ta blokada mija. Rozmawiałam, chociaż uważałam, że mój angielski nie jest bliski by być perfekcyjny. Moim dobrym kolegą stała się osoba z Meksyku (a to zrządzenie losu, rok temu ich nie lubiłam a teraz ? A może jednak to wszystko zależy od wychowania?).

Gdy podróżowałam, byłam przerażona. Nowy Jork ma bardzo dużą ilość bezdomnych a ja widząc ich od razu traciłam humor. Pamiętam, gdy szłam z koleżanką z reklamówką z tj maxx, bezdomna kobieta powiedziała nam, że nie pamięta kiedy była w tym sklepie i, że kiedyś go lubiła. Dobijało mnie to strasznie i nie miałam ochoty podróżować tylko chciałam wracać.

Gdy byliśmy w innych miejscowościach widziałyśmy dużo razy grupkę mężczyzn, którzy byli 4 razy więksi niż ja. A ja przechodząc obok czułam dreszcze i się bardzo denerwowałam. Spaliśmy w niebezpiecznej dzielnicy a ja jedyne o co się modliłam to, żeby wrócić bezpiecznie do domu.
Moja koleżanka, należy do osób, które się niczego nie boją. Dla niej nie ma problemu chodzić w nocy, nawet w miejscu, którego nie zna. Dlatego uważajcie na siebie, zawsze warto dmuchać na zimne.

Bardzo chciałabym za rok pojechać do Włoch, marzy mi się Toskania. Chciała bym wyjechać na wyjazd ze studiów, oraz do Francji. Mam dużo miejsc, które chciała bym odwiedzić i tak naprawdę zobaczymy czy to się spełni.

Jeśli chcieliście by wyjechać na camp to moja rada jest taka, aby wybierać tylko sprawdzone campy. Nie brać pierwszego z brzegu, bo będziecie w nim żyć ponad 3 miesiące. Jeśli chcecie zabrać koleżankę to upewnijcie się, że dacie radę z nią wytrzymać na tyle, żeby widywać się codziennie od rana do wieczora. To, że na internecie macie zdjęcia uśmiechniętych studentów, którzy pracują na ośrodkach nie oznacza to, że to tak wygląda. Praca tam czasami jest męcząca na tyle, że włączacie film, żeby popłakać i nie przyznawać się do tego, że tęsknicie za domem.


Dzięki podróżą wiele zrozumiałam. Otwierają one nam oczy na to, że świat jest na wyciągniecie ręki, macie szansę poznać ciekawe osoby i nową kulturę.

Nie warto zamykać się tylko na swój kraj, świat jest piękny i warto go oglądać z każdej strony. 


No comments