Wykształcenie


Czasami nie jest tak jak sobie założymy

Ostatnio na internecie zobaczyłam zdjęcie. Zdjęcie było z ocenami ze szkoły podstawowej a pod nim podpis "naukowcy udowodnili, że oceny w szkole nie przekładają się na życie dorosłe." 
Czy taka jest prawda?

Pamiętam, że gdy chodziłam do szkoły podstawowej po prostu nie lubiłam się uczyć. Męczyło mnie to bardzo. A tabliczka mnożenia? Nigdy nie zapomnę jak moja mama zamknęła się ze mną w kuchni i próbowała mnie uczyć. Czemu próbowała? bo mnie niestety nie nauczyła. 
Matematyka dla mnie to była czarna magia. Gdy ktoś umiał rozwiązać skomplikowane zadania to wręcz otwierałam oczy ze zdumienia. 

Gdy chodziłam do klasy od I do III dostawaliśmy buźki zamiast ocen. Ja zazwyczaj dostawałam buźkę za chmurką co oznaczało, że po prostu mam 3. Najlepsze co wspominam to wychowanie fizyczne. Od zawsze lubiłam biegać, grać w piłkę czy w koszykówkę a mam tylko 160cm wzrostu. 

Gdy skończyłam podstawówkę wychodziłam na środek sali gimnastycznej i odbierałam dyplom za wybitne osiągnięcia sportowe. To jedyny dyplom, który odbierałam przy całej szkole a oni mi klaskali.

Gdy poszłam do gimnazjum to było czyste szaleństwo. Zaczęłam dorastać zauważyłam, że chłopcy nie interesują się dziewczynami, które lubią sport, tylko tymi co się malują. Więc pojechałam z koleżankami do Chińskiego Centrum, kupiłam fluid tak pomarańczowy, że bez wątpienia mogła bym robić za dynie w Halloween. Wyrwałam sobie tak mocno brwi, że zostały mi dwie kreski a mój makijaż, był tak okropny, że obce mi osoby pytały się co ja zrobiłam z twarzą. 

Gdy porzuciłam sport, nic mnie już nie interesowało. Przestałam chodzić do szkoły i co tydzień w poniedziałek punkt 7:00 leciałam do mojej babci żalić się na ból brzucha (czasami naprawdę mnie bolał). Porzuciłam moją najlepszą przyjaciółkę, dla lepszej i nowszej wersji. Po roku tej znajomości odwróciły się ode mnie we dwie a ja znalazłam sobie inną koleżankę, z która nawet nie mam kontaktu. 

Dwie godziny przed moim balem gimnazjalnym rozjaśniłam sobie włosy na blond, sama bo nie miałam po prostu pieniędzy. Więc, na bal poszłam w całkowicie żółtych włosach jak kurczaczek. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że ten rozdział w moim życiu się skończył. Szkoła do, której chodziłam od wczesnych lat do 15 roku życia, była w jednym miejscu, więc spędziłam tam parę ładnych lat. 

Gdy poszłam do technikum, to w pierwszej klasie miałam, aż 11 zagrożeń. A czemu? bo strasznie dużo wagarowałam. Wpędziłam się w złe towarzystwo i zrobiła bym wszystko, żeby się do nich wpasować. Dopiero po roku dzięki mojemu chłopakowi zauważyłam, że to nie są prawdziwi przyjaciele. Zrezygnowanie z ich przyjaźni było najlepszą decyzją. Znalazłam nową koleżankę, która naprawdę mnie lubiła. Spędzaliśmy ze sobą czas i chodziliśmy do szkoły. Moje oceny były lepsze a ja z 11 zagrożeń miałam tylko 1. Z matematyki ..

Zajęcia z Języka Polskiego były chyba najgorszą częścią całego technikum. Matematyki nienawidziłam całe życie więc tutaj się nie zmieniło, ale Polski? Nasza nauczycielka chodziła cały czas z podniesiono wysoko głową. Uważała się za lepszą a z nas po prostu się naśmiewała, gdy mówiliśmy, że chcemy iść na studia. Ja później przestałam to mówić. Mówiłam wszystkim w szkole, że nie idę na studia i chyba zaczęłam w to powoli wierzyć. Czy studia mają sens skoro ja mam zaległości w matematyce od zawsze?

Najśmieszniejszy jest chyba fakt, że szkoła zamiast wspierać swoich uczniów wręcz im mówi, że nie dadzą sobie rady i mają nie myśleć o zdaniu matury. Pamiętam minę mojej nauczycielki od matematyki, gdy powiedziała, że zdałam maturę. Jej mina była przezabawna. Zdziwienie zmieszane z radością..

Na mojej studniówce moja wychowawczyni zaczęła rozmawiać z moim chłopakiem. Co było najlepsze? Gdy ona jak ja się świetnie bawiłam, tańczyłam i śpiewałam, powiedziała, że nie zdam matury a o studiach mogę zapomnieć. To miała być motywacja? Obiecałam sobie, że gdy spotkam ją już po wyjściu z bram "cudownego technikum" powiem jej, że nigdy nie chciała by się poczuć jak ja.

Wybrałam technikum bo całe życie miałam wpajane, że zawód jest ważny. Idąc do liceum nie masz tego zawodu i tylko maturę. Żałuje, że tych ludzi słuchałam. Pewnie gdybym była w liceum nie miała bym tak niskiej samooceny jak teraz. Gdy się do czegoś zabieram zawsze zastanawiam się czy na pewno robię to dobrze.

Rozumiem, że nie byłam wybitnym uczniem, chociaż teraz na studiach mam średnią powyżej 4 nadal czuje się źle przez to jaka byłam kiedyś. Wiem, że nie powinnam ale czasami mi jest wstyd. Nie uważam, że oceny, które dostawaliśmy jako dzieci mają znaczenie w naszej przyszłości, ale na pewno zostawiają jakieś piętno z którym będziemy żyli do końca naszych dni.

Mam nadzieje, że wasze technikum/zawodówka bądź liceum było o wiele lepsze. I, że macie z nich same najlepsze wspomnienia. Pamiętajcie, że to ludzie kreują wasze wspomnienia więc wybierajcie swoich przyjaciół z głową.


No comments