Oni



Dlaczego  przyjaźń jest tak skomplikowana?



Czasami się zastanawiam czy to ze mną coś jest nie tak, czy z osobami, które spotykam na swojej drodze i, że wydaje mi się, że zostaną ze mną na zawsze.
Już jako mała dziewczynka miałam swoją przyjaciółkę. Spędzałam z nią całe dnie, spałyśmy u siebie, z nią zapaliłam swojego pierwszego papierosa i to z nią upiłam  się 2 piwami. To ona dzieliła ze mną smutki, gdy zmarła moja mama, to ona zniszczyła swoje ulubione kozaki, gdy zmarł mój dziadek (ze złością kopnęła w kamień i obcas odpadł. Godzinę temu zmarł mój ukochany dziadek a ja leże z nią na ziemi i się śmieje, że zniszczyła kozaki, które dopiero co kupiła.)

Nasza przyjaźń była skomplikowana, kłóciliśmy się i godziliśmy. Gdy ona zaczęła dorosłe życie u boku swojego męża, ja zaczęłam podróżować i nasze drogi kompletnie się rozjechały. Ona ma swoją rodzinę a ja?

Tak naprawdę nie mogę przypomnieć sobie czasów, gdy jej nie znałam. Wiem, że ona mieszka niedaleko mnie i nawet, gdy nie rozmawiamy ze sobą codziennie wiem, że mogła bym do niej przyjść i się wyżalić.

Gdybym mogła cofnąć czas wiele rzeczy bym zmieniła, na pewno nie szukała bym nowych przyjaciół i nie zostawiła bym jej. Nowe wcale nie oznacza lepsze. Z osobami, które  wtedy się przyjaźniłam nie mam kompletnie kontaktu i jakoś nie żałuje. Żałuje tego, że wtedy myślałam, że oni są lepsi.

Gdy byłam w technikum przyjaźniłam się z niewłaściwymi osobami. Tak naprawdę nie potrzebowałam mieć przyjaciół, którzy będą mnie wspierać, przy których będę stawać się lepszą osobą. Potrzebowałam mieć tylko poczucie tego, że mam przyjaciół i, że nie jestem sama.
To straszne, gdy rozmawiamy z kimś tylko po to, żeby nie czuć się samotnym..

Miałam koleżanki, które trzymały się ze mną ze względu na pieniądze. Zarabiałam w piekarni i byłam osobą, która mimo tego, że miała bilet miesięczny autobusowy musiała mieć drobne, żeby w razie czego kupić bilet jednorazowy.

Gdy pewnego dnia po wychowaniu fizycznym z portfela zniknęło mi 20 złotych a moje koleżanki zaczęły mnie wyzywać, dopiero wtedy otworzyłam oczy i pomyślałam "hej Kinga, tak nie wygląda przyjaźń".

. . .

Gdy moje widzenie na świat i rzeczywistość się zmieniło, myślałam, że odnalazłam swoją prawdziwą przyjaciółkę. Zabierałam ją na imprezy, spaliśmy u mnie, robiłam wszystko, żeby była szczęśliwa. Nigdy w życiu nie usłyszałam od niej, że jestem jej przyjaciółką. Gdy pojawił się chłopak to on był całym jej światem, a ja zostałam odepchnięta. W pewnym sensie to rozumiem, a w pewnym nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety znajdując chłopaka odpychają swoje koleżanki. Do tej pory mamy kontakt, ale jest on wymuszony. I smutne najbardziej w tym wszystkim jest to, że ludzie nie dostrzegają tego co dla nich zrobiliśmy, a przecież poświeciliśmy im swój czas i oddaliśmy swoje serce. Oddaliśmy ludziom, którzy na to nie zasługiwali.

Od 3 lat mam przyjaciółkę, tak naprawdę poznaliśmy się w szkole kosmetycznej, gdzie ona miała bzika na  punkcie kosmetyków a ja wręcz odwrotnie. Z początku fascynowało mnie to, że przeżyła w życiu tragedię podobną do mnie. Po dłuższym czasie zaczęłam zauważać, że bardzo się od siebie różnimy. Praktycznie na każdym polu, a mimo to ciągle mamy ze sobą kontakt.
Dlaczego?

Chyba potrzebowałam paru lat niepowodzeń, żeby dowiedzieć się, że nikt nie jest idealny i nasz przyjaciel też nie będzie. I chociaż ona ma bzika na punkcie zwierząt, to ja mam bzika na punkcie książek.


Oglądałam dzisiaj serial i usłyszałam, że najlepszym przyjacielem i najlepszą osobą z która możemy spędzać czas jest ta, która powoduje, że chcemy stać się lepszymi ludźmi.
Ja mam to szczęście bo mam jedną taką osobę, która przez wiele lat powodowała, że nie czułam się gorsza, że czułam wsparcie i czułam, że chce być lepszą wersją siebie. Nigdy nie zapomnę tego, gdy ja się poddawałam i mówiłam , że nie dam rady słyszałam :"Ale Kinga dasz radę, wierzę w Ciebie". Każdego dnia jestem wdzięczna, że taka osobę spotkałam na swojej drodze i dzięki niej jestem osobą, która zawsze chciałam być.

Dziękuje


No comments